Kapibary ostatnimi czasy stały się popularne. Na straganach masa maskotek, breloczków itp. z tymi stworzonkami. A na półce z grami: „rodzinna gra planszowa”, jak ją określił producent – firma Kangur.
W niewielkim pudełku kryją się pionki, kostka, plansza, a także żetony z wizerunkami kapibar i karty z wizerunkami kapibar. O te żetony toczy się gra. Kto zbierze najwięcej – wygrywa.
– To przypomina Chińczyka – orzekł mój syn. Rzeczywiście, biega się pionkami po planszy jak w Chińczyku. I tyle z podobieństw, różnic jest więcej.


Niełatwo zdobyć kapibarę. Ja okrążyłam planszę trzy razy, zanim mi się to udało.
Kartka z instrukcją jest niewielka i pewnie dlatego sama instrukcja uboga w słowa. Nie mogłam zrozumieć, po co tasować karty, skoro mamy je później ułożyć w stosy „Woda”, „Pokarm” i „Siedlisko”… Chyba coś pomieszałam, ale grało się przyjemnie. Salwy śmiechu oczywiście przy zbijaniu (jak w Chińczyku – o, znów podobieństwo).
Gra jest przeznaczona dla pięciolatków i wzwyż. U mnie w domu wszyscy się kwalifikują. Nie mieliśmy problemu ze zrozumieniem zasad poza problemem z kartami… Może napiszę do producenta?
Nazwa: Kapibary
Producent: Kangur
(KOM)









