„Dom na kurzych łapach” Sophie Anderson – baśń, która zapada w pamięć. Oryginalny, trochę mroczny i niepokojący klimat, baśniowość, magia i folklor. Wszystko łączy się tu w całość i tworzy pewną historię.
Historię Marinki, dwunastolatki, wychowanej wśród umarłych, która mieszka z babcią, Baba Jagą w domku na kurzych łapach, który…cóż żyje własnym życiem i wędruje po świecie wg własnego uznania. Marinka chce normalnego życia i przyjaciół, a tymczasem ma kiedyś przejąć obowiązki babci. Babci, która przeprowadza dusze na drugą stronę. Babci, która jest Strażniczką Bramy. Bohaterka czuje się tak bardzo samotna i zła na swój los, że łamie zasady. Jej przyjaźń z z dziewczynką ze świata umarłych doprowadza do tego, że Baba Jaga znika. Ta baśń spodoba się zarówno młodemu czytelnikowi jak i dorosłym. Nie jest to jednak książka dla najmłodszych. Marinka, główna bohaterka początkowo może bardzo irytować czytelnika, ale później, w pewnym sensie się rehabilituje. Z kolei dom na kurzych łapach można pokochać od pierwszych słów. Magia, folklor, intrygujący trochę mroczny klimat, umarli. Dzwoniące dzwonki, kości i kosteczki. Magiczne kruki, Baba Jaga, śmierć. Wszystko to okraszone nutą słowiańskości i przepiękną okładką. Mnie książka urzekła, bo choć porusza uniwersalne tematy, robi to w sposób magiczny.
Autor: Sophie Anderson
Tytuł: Dom na kurzych łapach
Wydawnictwo Kobiece
Rok wydania: 2020
(AG)










