Powieść Krzysztofa Piotra Łabendy „Między cieniem a domem” to pozycja, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym. Choć punktem wyjścia i osią konstrukcyjną fabuły są realia policyjnej pracy, książce znacznie bliżej do gęstego dramatu psychologicznego i powieści społeczno-obyczajowej z mocnymi akcentami kryminalnymi. To intymne, gorzkie, ale ostatecznie dające nadzieję studium ludzkiego potknięcia, poszukiwania tożsamości oraz tęsknoty za tytułowym „domem”.
Głównym bohaterem i narratorem opowieści jest Adam Żabiński, czterdziestopięcioletni komisarz wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej w Gdańsku. Wśród kolegów po fachu znany jest pod urokliwym, choć przewrotnym przydomkiem „Grenouille” – nawiązującym do jego niezwykłego, wręcz zwierzęcego policyjnego „nosa” do spraw i ludzi.
Fabuła zawiązuje się w momencie, gdy Adam kupuje stary dom z duszą w niewielkiej, kaszubskiej miejscowości Boża Wola. Posiadłość, odkupiona od emerytowanego profesora prawa, ma być początkowo jedynie lokatą kapitału, szybko staje się jednak azylem dla zmęczonego życiem gliny. Spokój nie trwa jednak długo. Rutynowe śledztwo w sprawie włamania do luksusowej willi wziętej architektki, Rity Madejskiej, całkowicie burzy dotychczasowy porządek w życiu Adama. Komisarz zakochuje się w poszkodowanej bez pamięci, ślepy na czerwone flagi i ostrzeżenia swojej wieloletniej, genialnej partnerki z wydziału, Barbary „Bas” Zakolskiej. Duet Adam i Bas to majstersztyk. Ich dialogi są pełne ciętej, inteligenckiej riposty, humoru, ale też bezgranicznego, czystego zaufania.
Łabenda prowadzi narrację wielotorowo, dzięki czemu „Między cieniem a domem” czyta się na kilku poziomach. Adam to bohater głęboko straumatyzowany. Jako czterolatek został porzucony przez matkę, co zaważyło na całym jego dorosłym życiu, budując w nim potężny lęk przed odrzuceniem, syndrom emocjonalnego „kastrata” i brak wiary w to, że zasługuje na szczęście. Intryga kryminalna jest gęsta. Przeplata się tutaj bieżące śledztwo z niewyjaśnioną sprawą rzekomego samobójstwa młodej dziewczyny sprzed 14 lat (Magdy Wencel), z którą Rita była blisko związana. Niezwykle mocnym punktem książki jest obraz Bożej Woli – miasteczka, które pod fasadą odpustowego, powierzchownego katolicyzmu skrywa potworne pokłady ksenofobii, rasizmu i korupcji. Lokalna społeczność oraz struktury władzy (w tym skorumpowany komendant posterunku i cyniczny proboszcz) są sterroryzowane lub jawnie sympatyzują z „Bractwem Czystej Polski” – nacjonalistyczną bojówką. Ofiarą ich nienawiści staje się sąsiadka Adama, Sara – samotna matka wychowująca ciemnoskórego synka Piotrusia.
Autor nie patyczkuje się z czytelnikiem. Służba policyjna w jego wydaniu pachnie „trupim fetorem”, przepoconym mundurem i biurokracją. Równie bezkompromisowo portretuje brzydotę ludzkich zachowań, odrzucając jakąkolwiek lukrowaną poprawność polityczną.
Najważniejszym przesłaniem książki jest jednak redefinicja pojęcia „domu”. Adam desperacko go poszukuje.
Co może uwierać? Gęstość monologów wewnętrznych. Adam jako narrator ma tendencję do głębokich, filozoficzno-egzystencjalnych dygresji (od kondycji ekologicznej planety po chłopską logikę i politykę). Momentami te przemyślenia potrafią nieco spowolnić dynamikę akcji, choć bez wątpienia budują pełny portret psychologiczny bohatera.
„Między cieniem a domem” to książka, która boli, bo dotyka bardzo aktualnych i niewygodnych polskich problemów – nietolerancji, fasadowości i samotności w tłumie. Jeśli szukacie lekkiego kryminału do poduszki, możecie poczuć się przytłoczeni. Jeśli jednak cenicie literaturę, która zostawia w czytelniku trwały ślad, zmusza do refleksji nad własnymi „cieniami” i pokazuje, że na nowy początek nigdy nie jest za późno – sięgnijcie po prozę Łabendy.
Autor: Krzysztof P. Łabenda
Tytuł: Między cieniem a domem
Forma: e-book
Rok wydania: 2025
(KOM)









